Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.
Jesteśmy Home
Jesteśmy Soul
Jesteśmy Home and Soul
Miałem może 8 lat, kiedy z programu telewizyjnego pierwszego kanału TVP zdjęto moją ukochaną Pszczółkę Maję. W Mai bylem zakochany, do Gucia podobny, konika polnego Filipa lubiłem, mysza Aleksandra nie kumałem, Tekli się bałem! Ach! Jakie to były emocje! Wachlarz bodźców dostarczanych przez okienko czarnobiałego telewizora! Czekałem cały tydzień, a na godzinę przed emisją mojej ulubionej dobranocki już siedziałem w dużym pokoju na rozkładanym fotelu i z coraz mocniejszymi wypiekami na policzkach odliczałem sekundy do rozpoczęcia kolejnego odcinka.
Jak wielka była moja rozpacz, gdy tym razem, punktualnie o 19.00, w telewizorze nie pojawiła się czołówka bajki ze znana piosenką Wodeckiego. Zdziwienie, niezrozumienie, strach, łzy, rozpacz! Te nowe uczucia szargały małym organizmem na lewo i prawo! Ale tylko chwilkę, bo… na ekranie pojawiły się nowe postaci. W mgnieniu oka ciekawość przykryła ból po stracie Mai. Przyszło nowe! Wspaniałe! WSPANIALSZE! NAJLEPSIEJSZE!
Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego!
Od pierwszego odcinka nowej dobranocki, każdy z nas maluchów chciał być D’Artagnanem, Atosem, Portosem i Aramisem.
Chcieliśmy być drużyną! Byliśmy nią!
Walczyliśmy ze złem, walczyliśmy z podłym kardynałem Richelieu. Wyznawaliśmy kodeks honorowy. Nasze cale młode życie podporządkowaliśmy swoim drużynowym zasadom. Broniliśmy ich przed najazdami brygad z innych podwórek! Nie przeszkadzało nam, że oni tez byli czterema muszkieterami. Liczyło się to, ze my byliśmy razem! Razem obmyślaliśmy strategie walki, ataku, odwrotu, okrążenia wroga, ustalaliśmy gdzie się chowamy, skąd atakujemy, kogo bierzemy do niewoli… Paktowaliśmy pokój, zarządzaliśmy jego warunkami i bezwzględnie je egzekwowaliśmy. Byliśmy drużyną!
W wieku nastoletnim, kiedy dobranocki zastąpiła fascynacja sportem, zasady współpracy drużynowej na chwilkę zastąpiły zasady pracy indywidualnej. Trenowałem lekką atletykę, gdzie, z nielicznymi wyjątkami, nie ma miejsca na zespołową współpracę. Trening był wejrzeniem w samego siebie, ćwiczeniem samego siebie: swojego ciała i umysłu, aby zrozumieć gdzie mam przewagi, a gdzie niedostatki. Wydawałoby się, że jest to absolutnie odlegle od gry zespołowej, ale nic bardziej mylnego. Paradoksalnie dało mi to solidna podstawę do pracy w zespole. Zrozumiałem, że żeby dobrze funkcjonować w drużynie trzeba wiedzieć kim się jest samemu. Dobrze jest wiedzieć, w czym jestem dobry, a gdzie niedomagam. Dobrze jest dzięki tej wiedzy umieć dawać wsparcie partnerom, ale tez umieć przyjmować pomoc od tych, którzy w niektórych dziedzinach są od nas lepsi.
W drużynie nie ma miejsca na ściemę. Tylko prawda, szczerość i lojalność są gwarantami wzrostu i wygranej zarówno całego zespołu, jak i każdego zawodnika z osobna.
Fascynacja lekką atletyką ustąpiła nowej pasji – koszykówce! Hej, Hej, eNBiEj! Zakrzykiwał Włodzimierz Szaranowicz już z kolorowego ekranu tv. I zaczęło się budowanie drużyn na wzór tych amerykańskich: na podwórku, w szkole, w amatorskiej lidze koszykówki. Nowe strategie, nowe plany, nowe ataki, nowe obrony. Drużynowo. Jak przegrywaliśmy, to wszystkim było smutno. Jak wygrywaliśmy – radość była wspólna. Był lider, był trener, ale wiedzieliśmy, że tak na prawdę stanowimy całość. Byliśmy jedną spójną ekipą!
Od 10 lat budujemy drużynę Home and Soul.
Tu jesteśmy jak Muszkieterowie. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Trzymamy się razem. Pracujemy razem. Pomagamy sobie zawodowo. W każdej relacji zawodowej, w każdym projekcie jesteśmy dla siebie oparciem.
Każdy jest inny – zbiór charakterów, temperamentów, przekonań, doświadczeń i wrażliwości. Jesteśmy silni w tym, że szanujemy te nasze indywidualne cechy, bo mamy swój cel nadrzędny – bycie drużyną. W niej, każdy wie, że nie musi być doskonały, bo nie jest sam.
W życiu, jak w bajkach, pojawiają się osoby, które kochamy, do których jesteśmy podobni i rozumiemy się bez słów… Są tacy ludzie, których lubimy, ale są też tacy, których nie rozumiemy, lub się ich boimy. Naszą drużyną zaopiekujemy każdą z takich osób, ponieważ nie działamy indywidualnie, gramy zespołowo i potrafimy zamieniać się pozycjami na boisku. Jeżeli na parkiet trzeba wystawić mocnego rozgrywającego – tak się wydarzy, a jak trzeba zastąpić kontuzjowanego, natychmiast w jego miejsce pojawi się kolega. Znamy zasady gry. Mamy strategię. Jesteśmy drużyną!
W Homeandsoul jesteśmy Home
– jak w drużynie: zwarci i razem.
W Homeandsoul jesteśmy Soul
– indywidualni, prawdziwi, jesteśmy sobą.
Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego!
Jesteśmy Home and Soul!
PS. To jeszcze nie koniec tej opowieści. Będzie jej kontynuacja 😉

